W królestwie lodu i fiordów

W czasie tegorocznego urlopu udało mi się wreszcie zobaczyć na własne oczy to, o czym zawsze marzyłam, a co mogłam do tej pory jedynie podziwiać na pocztówkach i w kolorowych ofertach biur podróżny. Ci, którzy dobrze mnie znają, doskonale wiedzą, że chodzi o norweskie fiordy. W końcu po wielu latach zachwytów zdecydowałam się wykupić kilkudniową wycieczkę do Norwegii. 

Wybrałam się do samego serca krainy fiordów, czyli na południe regionu zwanego Sogn og Fjordane. Już wcześniej wiedziałam, że to właśnie tutaj znajduje się Sognefjord, najgłębszy i najdłuższy fiord w Norwegii i drugi na całym świecie po Scoresby leżącym na Grenlandii.

Ps. Przy okazji gorąco polecam korzystanie z usług biura rachunkowego Grakon, które oferuje rozliczanie PITów, szczególnie przydatne na początku nowego roku.

Az trudno sobie to wyobrazić, ale norweski gigant liczy aż 203 kilometry długości! Swoją nazwę zawdzięcza pobliskiemu miasteczku Sogndal.

A może jest odwrotnie? Przyznam, że podczas rejsu po fiordzie nie byłam w stanie słuchać uważnie słów przewodnika, bo tak mnie zachwyciły widoki dziewiczych górskich szczytów, stromych, niemal pionowych brzegów, spektakularnych wodospadów i maleńkich górskich osad, których mieszkańcy nie boją się mroźnego klimatu.

Żałuję, że nie mogłam się tam wybrać zimą, bo podobno skute lodem wodospady przywodzą na myśl krainę królowej śniegu.

Dwie odnogi Sognefjordu o trudnych do wymówienia nazwach Nærøyfjord i Aurlandsfjord zwiedziłam na piechotę, bo słyszałam, że widok ze znajdującego się 650 metrów nad poziomem morza punktu widokowego Stegastein przyprawia o zawrót głowy. Nie zawiodłam się i każdemu mogę to miejsce polecić.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Pierwsze wrażenie z delty Mekongu

Muszę przyznać że Wietnam nie jest pierwszym krajem, jaki wybrał by przeciętny turysta na cel swoich wakacji. Nie jestem jednak osobą, która chce spędzić wolny czas leżąc bezczynnie na plaży i popijając drinki pod słomianą parasolką.

Na szczęście moja przyjaciółka również nie jest osoba tego typu. Długo zastanawiałyśmy się, jakie miejsce wybrać na nasz dwutygodniowy wyjazd. Po przejrzeniu kolorowych folderów w biurach podróży nasz zapał nieco ostygł. Wszędzie widziałyśmy to samo. Reprezentacyjne i kosztowne hotele oraz rozpieszczeni do granic możliwości turyści. Nie tego jednak oczekiwałyśmy.

Trzeba było więc poszukać odpowiedniego miejsca na własną rękę. Na szczęście Internet jest prawdziwą kopalnią informacji i po kilku dniach nasz wybór padł na Deltę Mekongu.

Na początku same nie wiedziałyśmy, co ze sobą zabrać. Radząc się jednak osób na forach internetowych, które odpowiedziały już ten kraj, szybko spakowałyśmy niezbędny ekwipunek i zarezerwowałyśmy miejsce w samolocie. Wietnam zszokował mnie od pierwszego wejrzenia.

Jeżeli ktoś potrzebuje: stomatologa z Poznania lub pediatrę to polecam klinikę na Słonecznej.

Na lotnisku panowała typowa krzątanina i porządek. Gdy jednak wyszłyśmy na zewnątrz, sytuacja przedstawiała się zupełnie inaczej. Ulica była tak zatłoczona, że wydawało się, że uczestnicy ruchu drogowego zaraz powpadają na siebie.

Nie było jednak czasu by się temu przyglądać, bo dotarło do mnie, że brodzę po kostki w wodzie. Ulewne deszcze jak i wylewy pobliskich rzek są jak najbardziej typowe dla tych terenów. Dużo o tym czytałam, lecz mimo to nie udało mi się ukryć zdziwienia na mojej twarzy. Miejscowi komentowali naszą reakcje z pobłażliwym uśmiechem. Nie byłyśmy tu pierwszymi turystkami.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)

Tunezja – połączenie kilku kultur i tradycji

  • W tym popularnym turystycznym kraju, znajdziemy tradycje i kultury kilku narodów – afrykańskich, arabskich, śródziemnomorskich, czyli europejskich.
  • Jadąc do Tunezji nie wiedziałam do końca, jak ten kraj wygląda. Wiedziałam, że ze względu na swoją historię i położenie – na północy kontynentu afrykańskiego, nie będzie to typowa dla innych obszarów Afryka. Już po przylocie do Tunisu i spędzeniu tam całego dnia, wiedziałam, że ten kraj potrafi fascynować.

Moja przygoda z Tunezją zaczęła się w stolicy tego kraju. Spacerując ulicami miasta zobaczyłam, że różne kultury wzajemnie się przenikają, tworząc unikatowy klimat.

Główna ulica, którą można przyrównać do słynnej Ramblas w Barcelonie, czy Pól Elizejskich w Paryżu zaskoczyła mnie swoim europejskim klimatem.

Kafejki, restauracje po obu stronach szerokiej Avenue Habib Bourguiba, kioski z gazetami wystawionymi na chodnikach – zupełnie w paryskim stylu, stragany pełne egzotycznych kwiatów, różnorodne sklepy, budki z fast foodami, nocne kluby i cukiernie pełne słodkich arabskich ciastek – mieszanka nowoczesności, klimatu z epoki kolonialnej. Zwieńczeniem tej głównej alei jest medina, czyli arabski targ z mnóstwem sklepików pełnych wszelkiego dobra.

Zanim pojechałam na południe Tunezji, już tu mogłam poczuć specyficzny klimat i atmosferę tego kraju. Oczywiście zagłębiłam się w uliczki mediny, narażając się na nieustanne zaczepki handlujących tam Tunezyjczyków, oczywiście chodziło o zrobienie najlepszych zakupów niemal w każdym ze sklepików.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)